Może kiedyś uwierzę w to, że potrafię więcej niż
niż umiem...

W serce wlałam ciepło dnia dzisiejszego.
Dusza powoli wypełnia się słoneczną wiosną;)

O mnie
kate0403
Ekscentryczna, zabawna indywidualność. Staram się planować, jednak zbytnio mi to nie wychodzi. Wiecznie gdzieś biegnę, skupiam się na swoich zainteresowaniach.
Zobacz mój profil
Cenię przyjaciół. Uważam, że gdyby nie przyjaciele nie bylibyśmy tu gdzie teraz. "Na drodze życia spotykamy ludzi, którzy na zawsze zmieniają coś w nas samych. Jesteśmy sumą ludzi spotkanych na drodze życia.." W życiu jednak wiem, że jestem we właściwym miejscu. >> Artystka- muzyk, fotograf- amatorka. To banalne ale uwielbiam przesiadywać nad stawem w parku słuchając muzyki, iść przed siebie mając słuchawki w uszach;)
Muzyki słucham zawsze i wszędzie, zawsze poszukuję nowych płyt, brzmień i nowinek. Wokal, fortepian i gitara to dla mnie sposób wyrażania siebie, ogólnie muzyka to dla mnie coś niezwykłego. Uwielbiam filmy, ulubione: "Prettyman czyli chłopak do wynajęcia", "Kobiety pragną bardziej", "Szef kuchni poleca". Lubię czytać, prawie zawsze  zaczynam
czytać kilka książek na raz po czym w końcu skołowana kończę jedną, a resztę odkładam na potem. Wiecznie jakieś pomysły a doba taka krótka:)
Notki
niedziela, 02 styczeń 2011, 12:37
Znowu tu wróciłam... Chciałam zobaczyć co działo się kiedyś i powspominać. To dziwne, ale naprawdę nie potrafiłam sobie przypomnieć co myślałam i jaka byłam rok temu, to jakby mieć czarną dziurę, albo mieć wrażenie, że sami siebie nie znamy lub nie pamiętamy. Juz od jakiegoś czasu nosiłam się z tym by tu zaglądnąć, ale sami wiecie jak to w życiu człowieka bywa wiecznie jakieś sprawy i niedokończone kwestie. Mówi się, że nowy rok to okazja by zacząć od nowa, pracować nad sobą i poukładać swoje sprawy. Ze smutkiem stwierdzam, że w porówwnaniu z tym co było rok temu teraz widzę, że w pewnym sensie trochę się wypaliłam. Wiem... to dziwnie brzmi w ustach osoby w moim jakby nie było jeszcze młodym wieku, lecz tym razem coś jest na rzeczy. Sama musiałam zresztą uczciwie to w końcu przyznać. Niby wszystko jest wporządku ale zatraciłam to co tak skrzętnie i pilnie pielęgnowałam... Mianowicie chodzi tu o dziecięcy zapał i pewien surrealizm, taką nadzieję, że w życiu można spełniać marzenia i w ogóle być spełnionym. Brzmi to może jak typowy banał ale... Im jestem starsza tym bardziej zatracam się w tej co by nie było szarej rzeczywistości. Mój dawny optymizm i dusza marzyciela artysty musiały zderzyć się z natłokiem tych wszystkich decyzji, spraw i wyzwań, które stawia przed nami dorosłe już życie... Nie umiem nawet dokładnie opisać o co mi tu dokładnie chodzi. To takie uczucie jakby nie zależało mi na niczym, już nawet nie udaje przed samą sobą, że się staram, bo tak nie jest. Nie chce mi się starać już tylko dla samej siebie. To taka pustka. Ocean życia i sama ja. Tylko w kółko słysze o tym co powinnam robić bo tak robią rówieśnicy. Załamuje mnie to, że w opinii ludzi po szkole trzeba iść na dobre studia, po studiach  zaraz biec by pilnie pracować...  A gdzie miejsce na jakieś przeżywanie życia? Kiedyś do niedawna jeszcze mogłam szczycić się, że jestem pomysłowa i kreatywna, a teraz już nawet nie mam siły bronić swoich jakiś ideałów. Wiecznie wszyscy sprowadzają mnie na ziemię i mówią, żę napewno się mylę, że mój pomysł i plany na życie napewno nie są odpowiednie gdyż nie są mega ambitne jak np prawo lub medycyna. Dlatego już powoli odechciewa mi się wszystkiego skoro moje marzenia nie są "odpowiednie" to po co robić coś tylko dlatego, że tak wypada... To nie nastraja mnie optymistycznie ale też trzeva sobie radzić więc nie myślcie sobie, że jestem w depresjii, chociaż to co opisałam mogło na to wskazywać.
        By nie pisać tylko o tym negatywnym aspekcie moich ostatnich rozmyślunków napiszę o tyvh kartkach które może część z Was pamięta Kochani. Chodzi mi o te karteczki które spisaliśmy ze znajomymi rok temu, to były nasze cele na nadchodzący 2010 rok. Ostatnio byłam u Tośka i razem postanowiliśmy odczytac i sprawdzić czy ten rok był owocny. To była dla mnie wielka radość widzieć, żę udało mi sie zrealizować wszystkie punkty! To było chyba podświadome działanie, ponieważ nie patrzyłam na te spisane cele od roku. Tak więc by nowyej tradycji stało się za dość napisaliśmy z Tośkiem nowe karteczki, tym razem zielone:)
poniedziałek, 03 maj 2010, 14:14 trochę zleciało...
    Witajcie:) Ostatnio mając trochę wolnego czasu zaglądnęłam na znjaome blogi. To miłe wrócić do znjomych i widzieć, że tyle się dzieje. Każdy opisuje wiele zmian i spraw, trochę się zaczytałam biorąc pod uwagę, że nie byłam na bierząco. Wróciłam więc do siebie, by móc znów opowiedzieć Wam co słychać u mnie:) 
  
   Chmmm... U mnie też sporo sie dzieję. Za blisko miesiąc będę muzykiem z dyplomem, hehehe wreszcie:) Aktualnie od miesiąca mam niby więcej czasu, ponieważ skończyłam kilka przedmiotów w muzycznej. To dziwne kiedy tyle lat chodziło się na zajęcia popołudniu to potrafiłam załatwić tuuuzin rzeczy i spraw. Mogłam iść na zajęcia, na zaliczenia i jeszcze załatwić wszystko, a teraz się rozleniwiłam i czas ucieka mi przez palce. Z jednej strony to jednak dobrze, teraz widzę, że ten leniwy miesiąc był potrzebny. Odreagowałam, zwolniłam tempo (a to nie było takie proste dla mnie:P), zaczęłam chodzić na spacery, więcej czasu poświęcać przyjaciołom. Dzisiaj jednak dostrzegam, że to lenistwo zadziałało kreatywnie, mam więcej pomysłów, energii i już organizuję sobie lepiej czas.
   20 maja mam egzamin dyplomowy z wokalu, zaś 31 maja z historii muzyki. Tak więc lada chwila.

   Postanowiłam, że w końcu wybiorę się do Anglii na dłużej. Tym razem zapisałam się na kurs językowy i będę tam koło miesiąca. Jadę sama, ale mam nadzieję, że spotkam ciekawych i miłych ludzi:) Z przypadku zakolegowałam się ostatnio z pewnym Irlandczykiem na myspace, więc szlifuję sztukę konwersacji:D Anthony jest bardzo otwartą, ciepłą osobą i zajmuje się grafiką.
  
   Już snuję wakacyjne plany, żeby pojechać na Coke Live do Krakowa i inne muzczyne festiwale. W tym roku w Krk na Coke będą Muse i straaasznie się cieszę, że znów ich zobaczę:D Na koncercie w Monachium byli bajeczni, a ich trasa została okrzykniętą jedną z najlepszych w tym roku. Tak więc nie moge się doczekać:D
Sama chcę założyć zespół, ale póki co gram, gram i jeszcze raz gram:) Tu się nic nie zmieniło. 

Pozdrawiam Was serdecznie:)

  
sobota, 02 styczeń 2010, 02:25

Sylwester i "czerwone" postanowienia

Sylwester... Wyszło całkiem inaczej niż planowałam. Miałam mieszane uczucia, jednak generalnie wszystko zakończyło się na plus. Ale może od początku...
Tak więc koleżanka wkręciła mnie na imprezę studencką. Asia szła z chłopakiem, jak się potem okazało szła też Ada – moja dobra koleżanka, również z facetem. Prócz nich znałam kilka osób z widzenia. Początkowo było całkiem całkiem. Jednak potem odniosłam wrażenie, co ja tutaj w ogóle robię?? (Urok imprez na które idzie się w ciemno heh). Niby miło jednak nagle z kameralnego składu 12 osób zrobiło się nagle ok. 60. Oczywiście najlepsi wyciągnęli zioło (matko nawet nie wiem co to dokładnie było). Ada już odpływała, nie powiem tez miałam fazę w końcu sylwester. Jednak później zaczęłam się pilnować. Robiło się bardziej nieciekawie. Znajomi mówili Golo no poznasz kogoś, rozerwiesz się. Od początku, jak tylko tam weszłam wiedziałam, że tutaj nie znajdę nikogo interesującego. Już nawet nikt się nie przedstawiał, bo jaki jest sens skoro nie sposób zapamiętać tylu osób. Delikatnie mówiąc liczyłam na imprezę z wyższej półki, rozumiecie... Miałam nadzieję spotkać miłych interesujących ludzi, potańczyć, pogadać. Tematy kręciły się głownie wokół picia i zioła, jednym słowem ambitne nie ma co. Godzina 23.30 myślę: No to pięknie... Nagle nie wytrzymałam, to mnie przerosło nie mogłam tam dłużej zostać. Podziękowałam Asi (ona zawsze jest kochana i miła) i wyszłam. Padało... Nagle pomyślałam tylko co teraz... Za pół godziny północ, a ja szlajam się sama po ulicach w deszczu. Poczułam gorycz i rozczarowanie. To niczyja wina wiadomo, Asia miała dobre intencje namawiając mnie, poza tym sama nie wiedziała, że to wszystko tak wyjdzie, również nie była zachwycona. Pisała mi smsy żebym wracała. Miałam wyrzuty sumienia, ale z drugiej strony pomyślałam, że przecież nie zachowałam się źle. Poza tym sami wiecie jak to jest, gdy znajomi są parami, ja jedna wiszę nad nimi, byli mili jak zawsze jednak czułam się nieswojo, urok bycia singlem. Usiadłam na najbliższym (mokrym) przystanku. Poczułam się samotna i rozgoryczona, rozkleiłam się... Jednak zadzwoniłam do Tomka (było mi głupio mimo, że to mój przyjaciel, początkowo sylwestra miałam spędzać z nim i z Kubą. Z Tomkiem od 2 lat spędzam sylwestra, to już taka niepisana tradycja. Jednak koleżanki dogadały mi, że pora się rozerwać i pozbierać się po ostatnich delikatnie mówiąc nieudanych doświadczeniach związanych z moim byłym. Dlatego przeprosiłam Tomka i powiedziałam, że jednak w tym roku nie będę z nim i z Kubą.) Wracając do mojego telefonu. Zadzwoniłam do Tomka, nie wiem na co liczyłam, może na to, że jednak każe mi tam wracać i przemówi mi do rozumu, że jest sylwester, a ja właśnie uciekłam z imprezy. Jednak powiedział, że postąpiłam właściwie, a Asia nie będzie się gniewać. Dodał, że z Kubą oglądają filmy i że jeśli tylko chcę to mogę przyjść. Rozłączyłam się... Biłam się z myślami, zastanawiałam się czy najzwyczajniej nie wrócić do domu. Olałam Tomka dla jakiejś imprezy, a teraz dzwonie... Już nawet nie wiedziałam czy mam się czuć z tego powodu winna, ale on imprezuję częściej ode mnie więc nawet poparł moją idee „gorącego” sylwestrowego flirtu.
Chmmmm... siedziałam na tym przystanku jeszcze dobre 5 minut. Nagle telefon. Patrzę na wyświetlacz: Tomek. Odebrałam. Kazał mi natychmiast przyjść bo przemarznę i przemoknę, poza tym niedługo północ i trzeba wypić szampana. Tym razem już nie zastanawiając się poszłam w jego stronę. Załamana szłam przez miasto, oczywiście porozpinana, później przewiało mi oczywiście szyję, ała, cała ja:P Przyszłam do Tomka ten widząc moją minę przytulił mnie i powiedział, żebym się nie przejmowała, jest ok. Później sielanka jak co roku. Gadki szmatki, filmy i wreszcie poczułam, że jestem wśród swoich. O 5.00 Kuba odprowadził mnie do domu, choć sam miał o połowę bliżej i musiał spory kawałek nadrabiać. Oczywiście musiał mnie łapać ze 3 razy, ja plus wysokie obcasy i szklanka na chodniku - cała ja;) Tak więc dość burzliwy był ten sylwester. Wszystko dobrze się skończyło i nie żałuję, że w efekcie tak wyszło, choć bez flirtu... No cóż widocznie jeszcze muszę poczekać. Jak dobrze mieć przyjaciół

Noworoczne „czerwone karteczki”

No cóż nie minęło 10 godzin, gdy ponownie z Kubą zawitaliśmy u Tomka. Z racji, że 3 stycznia ma urodziny, a jutro już wyjeżdża do Krakowa. Każdy z nas musiał wymienić 10 pozytywnych rzeczy (obojętnie czy dotyczące ludzi, związków, osiągnięć, czy rzeczy), które miały miejsce w minionym roku. Jakoś poszło. Później Kuba powiedział, że jego mama mówi, aby w nowy rok napisać na czerwonej kartce rzeczy które chcemy osiągnąć, bądź wypracować, a jest większa szansa, że się spełnią. No cóż... Na początku wydało nam się to głupie, jednak po chwili pomyśleliśmy, że z drugiej strony to dobra mobilizacja. Przystąpiliśmy do pracy i każdy miał wypisać minimum 5 rzeczy które chce osiągnąć, bądź zrealizować w roku 2010, następnie każdy z nas przeczytał swoją kartkę na głos (pomyśleliśmy, że jeśli przeczytamy to innym bardziej będziemy zmotywowani do działania). Obiecaliśmy sobie, że dokładnie za rok spotkamy się i podsumujemy co nam się udało. Póki co każdy swoją karteczkę schował głęboko do portfela.
Po powrocie, wreszcie wzięłam się za jakąś pracę, wypisałam na kartce i rozplanowałam co na kiedy muszę zrobić. Rozleniwiłam się trochę. Byle do przodu
Obiecaliśmy sobie z Tomkiem, że gdy przeprowadzę się do Krakowa (może za 2 lata).
Założymy zespół, on będzie grał na perkusji, ja będę wokalistką i gitarzystką. A resztę składu się znajdzie, może jeszcze basista i jedna gitara, jeśli nie będę mogła się rozdwoić by grać też na klawiszach to może jeszcze kogoś.
Wracając do pozytywnych rzeczy, które mnie spotkały w minionym roku to bardzo cieszę się z wyjazdu do Monachium na koncert Muse, kocham ich profesjonalizm i powiązanie klasyki z rockiem, również cieszę się bardzo, że wyrobiłam sobie nawyk ćwiczenia, teraz lubię wysiłek fizyczny i lepiej się czuję. Było jeszcze parę innych rzeczy

Szczęśliwego i owocnego Nowego Roku Kochani:*


Było
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2007
Grudzień
Zobacz serwisy INTERIA.PL